***
Magiczny czas świąt zbliża się nieuchronnie...
Za nami kolejny rok przemknął w błyskawicznym tempie...
To czas na rodzinną radość, na wspomnienia i podsumowanie tego, co już za nami...
Czasu nie można cofnąć, nie można też odwrócić kart naszego życia,
tego co minęło i co nas spotkało....
tego co minęło i co nas spotkało....
Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny, bez wpływu gwiazd,
które iskrzą się w otchłani wszechświata...
które iskrzą się w otchłani wszechświata...
Myślę, że każdy ma swoją gwiazdę przeznaczenia,
gwiazdę, która wyznacza tor jego życia....
gwiazdę, która wyznacza tor jego życia....
Poprzez różne doświadczenia, czasami lepsze, czasami gorsze stajemy się dojrzalszymi ludźmi.
Nasze potknięcia, tak bardzo oczekiwane przez ludzi złej woli umacniają nas,
a przez nie robimy się silniejsi i odporniejsi.
Czasami okazuje się nawet, że nasze słabostki są bronią i tarczą w walce ze złem, które nas otacza,
a tak często krytykowana wrażliwość ludzka robi się nagle płaszczem ochronnym...
a przez nie robimy się silniejsi i odporniejsi.
Czasami okazuje się nawet, że nasze słabostki są bronią i tarczą w walce ze złem, które nas otacza,
a tak często krytykowana wrażliwość ludzka robi się nagle płaszczem ochronnym...
Co roku mamy nowe postanowienia, nowe wyzwania i nowe plany.
Kiedy los płata nam figla i nie do końca udaje nam się wszystko zrealizować - obwiniamy siebie kalecząc swoją duszę i swoje ego...
A przecież jesteśmy tylko ludźmi, ze swoimi słabostkami i ułomnościami, które dla innych powinny być próbą tolerancji.
To świadczy przecież o wyjątkowości i niepowtarzalności jednostki ludzkiej...
Kiedy na święta miejsca przy rodzinnym stole robią się puste zaczynamy doceniać chwile, które tak niedawno były dla nas utrapieniem, a teraz na ich wspomnienie łezka kręci się w oku...
Tak bardzo pragniemy mieć wokół osoby bliskie sercu -
wszak największą wartością zbliżających się świąt jest właśnie zasiadanie wspólnie za jednym stołem i dzielenie się opłatkiem...
Tak bardzo pragniemy mieć wokół osoby bliskie sercu -
wszak największą wartością zbliżających się świąt jest właśnie zasiadanie wspólnie za jednym stołem i dzielenie się opłatkiem...
Pragniemy z całych sił powrotu do czasu, kiedy mogliśmy chronić swoje dorosłe już pisklątka...
Dlaczego takie określenie?
Bo dla nas zawsze będą to pisklaczki - obojętnie ile będą mieć lat i gdziekolwiek będą...
W naszych domach robi się coraz bardziej świątecznie -
migocące lampki wprawiają nas w radosny nastrój, a bożonarodzeniowe drzewka zapełniają się prezentami od najbliższych.
Samo przygotowywanie niespodzianek jest świetną zabawą i przeżyciem.
Chcemy obdarować najbliższych - choć drobnostką, ale taką płynącą prosto z serca...
Jednak największą frajdę zawsze miałam podczas przygotowywania świątecznych potraw -
w moim regionie nie obyło się bez pysznych makówek, czy piernikowej moczki z bakaliami.
Pieczony karp i zupa rybna to obowiązkowe dania na wigilijnym stole -
mam nadzieję, że moje pisklaczki o tym nie zapomną...
I chociaż mogłabym spędzić te święta np. pod palmami - to chyba nie mogłabym...
Tak bardzo mam zakorzenioną w głowie rodzinną tradycję, że samo oczekiwanie na ten czas
i przygotowywanie się do tego wszystkiego jest silniejsze niż cokolwiek innego...
Ale cóż tu więcej pisać...
Po prostu trzeba się przygotować na ten wspaniały nadchodzący czas...
Nie tylko materialnie i wizualnie, ale przede wszystkim pod kątem refleksji nad tym co najważniejsze w życiu...
Na ten świąteczny czas życzę Wam miłości płynącej prosto z serca,
nadzwyczajnej radości i rodzinnego ciepła.
Do tego dorzucam magiczną moc płynącą prosto z Gwiazdy Betlejemskiej...
Niech nikt nie popsuje Wam świątecznej atmosfery,
a błahostki pozostaną błahostkami i niczym więcej...
Cieszcie się każdą chwilą spędzoną z najbliższymi, ale też nie zapominajcie o ludziach, którzy żyją obok nas,
bo mogą to być naprawdę samotni i smutni ludzie...
Uściskam Was wszystkich mocno,
pa, pa, pa.
Wesołych Świąt!!!
***







































