4 grudnia 2016

Filcowa torebka z turkusowymi dodatkami


Witajcie:)

Długie wieczory sprzyjają różnym robótkom, a te nie tylko sprawiają nam niesamowitą frajdę,
 ale działają jak balsam na duszę - zwłaszcza wtedy, kiedy mamy nadmiar energii i pomysłów.
Dlatego dzisiaj przychodzę z propozycją ozdobienia filcowej torby,
 o której wykonaniu pisałam TU.
Jeżeli mamy już bazę, czyli uszytą torebkę - możemy ją dowolnie ozdobić.
 Dobór kolorów, kształty poszczególnych elementów oraz ich rozmieszczenie zależy od nas samych.
Moja propozycja wzięła się z zainspirowania wyjątkowo turkusowym kolorem,
 który wpadł mi pewnego razu w oko...
Poniżej kilka zdjęć z kolejnych etapów wykonania -
 oczywiście metodą filcowania na mokro.
Po wykonaniu wszystkich elementów należy je zwyczajnie przyszyć igłą i nitką
 do już gotowej torebki.
Ciekawe , czy pomysł Wam się spodobał... 












 Na koniec mała uwaga.
Nie miałam pojęcia, że aż tyle osób wchodzi na bloga, a podczas spotkań często pada pytanie -
" czy dostaję za to pieniądze" (to trochę smutne dla mnie, 
że jednak zawsze myślimy pod kątem materializmu).
Otóż uspokajam wszystkich zainteresowanych -
robię to za darmo, z czystej przyjemności.
Nie ukrywam, że fajnie czasami poczytać świetne komentarze, które są dla mnie bardzo motywujące (to takie trochę głaskanie własnego ego), a także spotkać się (chociaż wirtualnie) 
z ciekawymi ludźmi, pasjonatami, artystami czy zwykłymi, ale jednak niezwykłymi z racji swojej osobowości ludźmi. Na pewno nigdy nie poprzestanę na prowadzeniu tego kawałka mojego świata, który jest dla mnie nie tylko terapią w chwilach smutku, ale właściwie już teraz częścią życia
 z wyjątkowymi ludźmi, których w tym świecie poznałam.  

Na koniec pozdrawiam, jak zwykle bardzo, bardzo cieplutko,
 życząc spokojnego czasu oczekiwania na ten najważniejszy dla nas wszystkich moment...

Do zobaczenia następnym razem :)  

 

14 listopada 2016

Grillo - wędzarnia ze starej cegły


Witajcie :)

Za oknem szaro, buro i ponuro...
  Biały szron, a gdzieniegdzie śnieg pokrył właściwie każdy skrawek przestrzeni...
Prace w ogrodzie zakończone, przed nami czas odpoczynku, spokoju i regenerowanie sił przed następnym sezonem. Dzień staje się coraz krótszy i odwiedziny ogrodu kończą się na krótkim spacerze po pracy. W trakcie takich przechadzek nie tylko korzystam z ruchu na świeżym powietrzu,
 ale podpatruję przyrodę i przede wszystkim planuję zmiany w ogrodzie. Późne jesienno-zimowe wieczory wykorzystuję głównie do projektowania ewentualnych zmian w naszej zielonej przestrzeni.
I tak na pierwszy ogień idzie niedokończona jeszcze grillo - wędzarnia. Niestety spóźniłam się 
z postem na temat jej budowy, dlatego dzisiaj spróbuję pokazać to,
 co wyszło z naszego wspólnego projektu. 




Wszystko zaczęło się od zauroczenia starą cegłą z rozbiórki ponad stuletniego domu. Kiedy takowy materiał znalazł się na naszej działce zaczęliśmy rozmyślać, co właściwie chcielibyśmy stworzyć.
 I tak, najpierw w planach była budowa altanki, potem ozdobnych murków z łukami, aż wreszcie padło na grillo - wędzarnię, a to głównie ze względów praktycznych. Chociaż wydaje mi się,
 że nie powiedzieliśmy ostatniego słowa w zakresie architektury ogrodowej
 wykorzystującej starą cegłę z rozbiórek.





Około 800 sztuk cegły postawiło przed nami nie lada wyzwanie... Zaczęliśmy szukać miejsca dla naszego grilla i to wcale nie okazało się łatwe. Zagospodarowana większa część ogrodu ograniczyła nasze pole do popisu w tym zakresie. Wreszcie znaleźliśmy to wymarzone miejsce - niezbyt blisko domu i tarasu, w tle wysokich drzew i z  przestrzenią, która pozwoli swobodnie poruszać się
 wokół wędzarni. Od tej chwili rozpoczęło się ustawianie cegieł, mierzenie wielkości całej budowli
 i oczywiście projektowanie efektu końcowego.







Po wykopaniu dołka na głębokość około 50 cm - i przygotowaniu szalunku, czyli tymczasowej konstrukcji pod świeży beton, przyszła pora na wykonanie telefonu do betoniarni. Bez problemu zamówiliśmy odpowiednią ilość tego materiału budowlanego. Taka podstawa jest ważna, aby nasza budowla stała stabilnie i była chroniona od nadmiaru wilgoci z podłoża. Po 2 tygodniach przyszedł czas na stawianie murków naszego grilla.







Powolutku, powolutku pojawiały się kolejne ścianki, aż wreszcie powstało główne palenisko i komin. Nieregularne kształty, czy nawet delikatnie odstające cegły dodają urokowi całej budowli i nadają jej iście niezwykłego uroku... Naprawdę jesteśmy dumni z naszej pracy, chociaż do efektu końcowego jeszcze bardzo daleko...















Niestety szybka zmiana aury uniemożliwiła nam całkowite wykończenie naszego ogrodowego kominka. Pozostaje jeszcze zrobienie ruszt, drzwi do kominka i skończenie komina wędzarni od tyłu. 
Z tym musimy poczekać do wiosny, ale obiecuję, że postępy w pracach na pewno Wam pokażę. Wieczorami będę planować zagospodarowanie terenu wokół naszej nowej budowli, bo na razie
 nie ma tutaj, ani placyka, ani ścieżki... Ale powoli - "nie od razu Kraków wybudowano"... Na szczęście udało mi się sfotografować ostatni ciepły jesienny dzień - kiedy to siedzieliśmy przy kominku 
do późnego wieczora. Niesamowity nastrój stworzył blask starych lamp umieszczonych na kominku. Dzisiaj z radością i odrobiną nostalgii wspominam ten czas...









I tym nastrojowym zakończeniem żegnam się z Wami
 życząc wielu takich cudownych chwil
 w domowych ogniskach wśród bliskich i ukochanych osób. 
Pozdrawiam cieplutko wszystkich, którzy mnie odwiedzają.
Do następnego napisania :) 

 

4 listopada 2016

Zbiorniki na wodę - podsumowanie


Witajcie:)

Wpadam na chwilkę z podsumowaniem korzyści, jakie dał nam zakup zbiorników na deszczówkę.
Ponieważ aura za oknem zmienia się z dnia na dzień, czuć chłód i zbliżającą się powoli zimę - najwyższy czas na ostateczne porządki w ogrodach.




Tutaj oprócz grabienia liści i igieł, które należą do moich ulubionych zajęć w ogrodzie, pozostaje sprzątanie starych naczyń, drewnianych elementów i innych sprzętów, które mogą ulec zniszczeniu pod wpływem zmieniających się warunków atmosferycznych, a zwłaszcza deszczu i mrozu.



 

 Oczywiście nie można zapomnieć o dużych zbiornikach na deszczówkę, które zakupiliśmy w tym roku (pisałam o nich TU). Należy je odpowiednio przygotować do zimowania. Ale czy spełniły swoją rolę?
Dzisiaj mogę powiedzieć, że spisały się na medal! Systematycznie napełniane były wodą pochodzącą 
z deszczu, której w tym roku nie brakowało. Ta z kolei przydała się do podlewania nie tylko warzywnika, ale też roślin ozdobnych zarówno w ogrodzie, jak i w domu. Na szczęście nigdy jej
 nie brakło, co zapewniły deszcze pojawiające się od czasu do czasu. Teraz należy zbiorniki odłączyć
 i opróżnić, aby zapobiec ich zniszczeniu.





  I tak w pierwszej kolejności odłączyliśmy nasz duży dzban, ale woda w nim zgromadzona nadal jest wykorzystywana do ostatniej kropelki. Pod kranikiem zażywają kąpieli wszystkie starocie zgromadzone w ogrodzie, zanim je pochowamy na zimę do piwnicy. Kąpiel może być obfita,
 bo wody w dzbanie pod dostatkiem...




 Zatem w kolejce stoją wszystkie dzbanki, dzbanuszki, garnki, gary, wanny, konewki, a nawet lampy. Także stare krzesła i inne elementy, które na dobre zagościły w naszym ogrodzie.




 Po wykorzystaniu całej wody - kwiaty w donicy, które ozdabiały nasze duże naczynie oraz dzban przenosimy do piwnicy lub do jakiegokolwiek pomieszczenia gospodarczego. Dlaczego? Aby uniknąć zniszczenia materiału z jakiego jest wykonany oraz dlatego, żeby nie został wywrócony przez porywy wiatru. Dzban może wygląda na masywny i ciężki - w rzeczywistości jest bardzo lekki.




Drugi zbiornik został już od pewnego czasu odłączony od rynny po to, aby woda już go nie uzupełniała. Oczywiście przed zimą musi zostać opróżniony i zamknięty specjalnym zaworem 
od góry. Pusty będzie stał na swoim miejscu przez całą zimę, aż do wiosny, kiedy to znowu jego zawartość zostanie wykorzystana do podlewania roślin.





Deszczówka zaoszczędziła z całą pewnością mnóstwo wody, którą do tej pory czerpaliśmy z kranu. Często wykorzystywaliśmy ją też do mycia naczyń gospodarczych, czy nawet do opłukania rąk podczas prac ogrodniczych. Nasze poidełka dla ptaków, czy woda w źródełku pochodziła właśnie 
z deszczówki. Jakie korzyści przyniósł zakup zbiorników przekonaliśmy się płacąc niższe rachunki
 za wodę, w porównaniu z poprzednimi latami. Nie wspomnę tu o dorodnych roślinach 
z warzywnika, pięknych kwiatach i roślinach ozdobnych, które cieszyły oko swoimi gabarytami 
i obfitością kwitnienia. Zatem zakupowi zbiorników na deszczówkę stawiam zdecydowane - TAK! 


I tym zdecydowanym "tak" żegnam się z Wami dołączając ostatnie jesienne fotki jeszcze przed schowaniem niektórych staroci i różnych "klamotów".

Życzę wspaniałego, słonecznego jesiennego weekendu.
Pa, pa, do zobaczenia, do następnego napisania :)












21 października 2016

Gustowne koraliki na jesień


Witajcie:)





Kiedy wszystko wraca do normy,
 a dzień wydaje się jakiś radośniejszy - 
 wraca niespodziewanie wena...

I dlatego dzisiejszy post - 
zainspirowany obrazami jesiennych barw za oknem,
dzięki czemu powstały kolejne koraliki do mojej kolekcji -
tym razem w brązowych kolorach.
Jestem ciekawa, czy takie zestawienie odcieni zasługuje na uwagę, 
czy też przesadziłam z jakimś kolorem...










Nie wiem jeszcze, czy koraliki spoczną na dobre w mojej szkatułce,
czy też sprezentuję je jednej z moich znajomych,
dla których filcowanie to "czarna magia"...








Na dzisiaj to wszystko.
Żegnam Was w dobrym nastroju,
 pełna optymizmu i wiary,
 że nadejdą w końcu przepiękne jesienne dni...


Dziękuję za odwiedziny i naprawdę pokrzepiające komentarze.
 Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich bardzo cieplutko życząc miłego i radosnego weekendu :) 




9 października 2016

Czy jesień zawsze musi być smutna...








Kiedy los spłata Ci figla...
Kiedy karty ziemskiej historii układają się nie po Twojej myśli...

Czy jesień zawsze musi być smutna...

Kiedy nagle świat wywraca się do góry nogami,
Twoje plany idą w niepamięć,
a zza rogu słyszysz złowieszczy szept...

Czy jesień zawsze musi być smutna...


Tak... wiem jak trudno jest otrząsnąć się,
gdy pokaleczone serce próbuje wejść w normalny rytm...

Ale... czy jesień zawsze musi być smutna...

Przecież po burzy wychodzi tęcza,
a po upadku jesteś w stanie podnieść się z jeszcze większą siłą!
Czy to tylko słowa, czy najprawdziwsza prawda...
Wierzę, że tak jest!

Ale... czy jesień zawsze musi być smutna...


Popatrz... chmury odchodzą...
a na niebie błękit nie daje za wygraną!
Słońce rozpromienia końcówki ust,
powstaje nadzieja i chęć tworzenia czegoś nowego!

Nareszcie dostrzegasz uroki jesiennej aury!
Zapominasz na moment o troskach i zmartwieniach,
a otaczająca przyroda poniewiera Cię wśród swych barw i zapachów...

I nagle... dociera do Ciebie, 
że jesień wcale nie musi być smutna...

To od nas samych zależy, jaką ją w danej chwili widzimy i czujemy...
Pozwól jej zabłysnąć w Twoich oczach,
pozwól jej skraść swoje serce...

Zatem odpowiedz sobie sam:
"Czy jesień zawsze musi być smutna?"...


                                                                                                                                                                       Fot. Natalia Oślizło




P.S. Przepraszam za chwilową nieobecność w blogosferze, 
mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni...
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie...