12 sierpnia 2016

Udany weekend w Karkonoszach


Czas wakacji trwa, zatem nadal planujemy odpoczynek,
 czy to na łonie natury, czy w bardziej zorganizowanych miejscach.


Tym razem postanowiliśmy odwiedzić ten rejon Polski, o którym marzyliśmy od dawna,
 a głównym priorytetem miał być aktywny wypoczynek.
Oczywiście było mnóstwo obaw o pogodę, gdyż ta w górach zmienia się jak w kalejdoskopie.
I rzeczywiście początek zapowiadał się niezbyt pomyślnie:
z domu wyjechaliśmy z temperaturą 27 °C, a na miejscu - Karpacz przywitał nas deszczem
 i zaledwie 13 stopniami...








Piątkowe deszczowe popołudnie uratował usytuowany w pobliżu Hotel Gołębiewski.
Zregenerowani, odprężeni i dopieszczeni przez wszelkiego rodzaju udogodnienia hotelu 
ruszyliśmy w teren, aby nieco spenetrować miejsce naszego weekendowego wypadu.








I chociaż pogoda nadal psuła atrakcyjność pięknie położonego Karpacza- spacerując po jego uliczkach odkryliśmy niezwykłą Świątynię Wang - kościół ewangelicki przeniesiony z Norwegii.
Znajdujący się na dość stromym wzniesieniu, z pięknym widokiem na sąsiednie góry
 oraz charakterystycznym, bardzo starym cmentarzyskiem zaspokoił nasze potrzeby poznawcze 
i zrekompensował pogodowe niezadowolenie.












I jak to w górach bywa kolejny dzień zapowiadał się już dużo lepiej, ale nie na tyle, 
aby zdobywać szczyty. Postanowiliśmy zatem ruszyć w głąb Dolnego Śląska
 i zapoznać się z jego atrakcjami oraz pięknym krajobrazem.
A ponieważ od pewnego czasu marzyłam o tym, aby odwiedzić dwie cudowne galerie 
 ze starociami, a znajdujące się zbyt daleko od mojego miejsca zamieszkania -
 wykorzystałam ten moment na odwiedziny.
Jed z nich jest znajdująca się w Łomnicy (trasa między Karpaczem a Jelenią Górą)
 galeria staroci pod nazwą "Coś na mole".
To przeniesiona z Proszówki słynna "Naftalina", która nadal zaskakuje ciepłem gospodarza
 oraz magią tego wyjątkowego miejsca. Oczywiście nie mogłam wyjść stamtąd bez zakupów,
 ale o tym w następnym poście...






Oczekując na właściciela galerii dotarliśmy do znajdującego się naprzeciwko pałacu. 
Spacer po parku naładował nasze baterie na cały dzień, a wrażenia wizualne zachęciły do odwiedzin innych znajdujących się w tej okolicy atrakcji, która nie bez powodu nazywa się Doliną Pałaców.
Obok galerii odnaleźliśmy sklepy z regionalnymi produktami, w których można kupić m.in. pyszny chlebek, dżemy, soki lub ozdoby, a nawet lnianą odzież.








 


Ciekawość poprzedniego miejsca "Naftaliny" doprowadziła nas do Proszówki
 i Galerii "Stare Klimaty".
Nowy właściciel pokazał nam swoje królestwo
w którym oprócz starych mebli głównie królowały szklane przedmioty.









Wracając do Karpacza zahaczyliśmy o Termy Cieplickie
kolejny punkt, który można zaliczyć w tych regionach w razie niepogody.






Zregenerowani i zadowoleni wracaliśmy już do centrum Karpacza kiedy to przed oczami mignęła tablica Ogrody Japońskie w Przesiece. Od razu pomyślałam - muszę tam być!
Poszukując ogrodów całkiem przypadkiem trafiliśmy na drogę do Wodospadu Podgórnej 
oraz Kaskad Myi. I tu z całą stanowczością mogę stwierdzić, że zadurzyłam się okolicami Karpacza.
Pluszcząca woda w strumykach, pokonująca z nie lada wyzwaniem przeróżnej wielkości głazy kamienne, cudownie rozmieszczone ścieżki spacerowe wśród zieleni, zapachu drzew i bogatego runa leśnego pozostaną na długo w mej pamięci. Pomyślałam od razu - ależ ta nasza Polska jest piękna!!!


















Napotkani przypadkowi ludzie na ścieżkach często mówili:
 "to kolejna nasza wizyta w tym miejscu" i wcale się im nie dziwię, gdyż Karkonosze urzekły nas
 swoją urodą dogłębnie...



















W końcu docieramy do ogrodów japońskich, aby nasycić oczy różnymi pomysłami i aranżacjami wykonanymi przez właścicieli. 
Ogrody są imponujące, a najciekawsze miejsca to wodospad, płynąca rzeczka oraz duży staw 
w dolnej części posesji.
Spacer wśród roślin i ścieżek jest bardzo inspirujący...
Stanowi wspaniałe zakończenie dnia pełnego wrażeń i odkrytych nowych miejsc.






















Kolejny poranek wita nas piękną pogodą, a ponieważ prognozy zapowiadają się pomyślnie
 na cały dzień - pierwsza myśl - ruszamy w góry!
Cel to Śnieżka - najwyższy szczyt Karkonoszy, ale też trudne do pokonania szlaki.
Wybieramy niebieski, gdyż jest usytuowany najbliżej naszego pensjonatu.
Przechodząc obok Świątyni Wang wkraczamy na kolejne piętra górskie.
Bez pośpiechu, jednostajnym krokiem pokonujemy trudne momentami miejsca, co jakiś czas zatrzymując się pod tablicami i w miejscach do tego wyznaczonych. 
Właściwie do końca trzymamy się szlaku niebieskiego, dopiero pod samą Śnieżką decydujemy się 
na czarny szlak.
Widoki momentami zapierają dech w piersiach, zatem droga się wydłuża, bo oczywiście trzeba nacieszyć oko tym, co się widzi... 















Docierając na szczyt masz wrażenie, że uczestniczysz w jakimś ważnym wydarzeniu.
Tłum turystów oblega Śnieżkę zarówno od strony polskiej, jak i czeskiej robiąc zdjęcia i uwieczniając swoje wyczyny na pamiątkę. Panorama Karkonoszy rekompensuje wszystko...






Wracamy łagodniejszym szlakiem - niebieskim, by wkroczyć w ten wyjątkowo trudny,
 ale też krótki - czarny szlak. Zdobywanie Śnieżki kończymy po 7 godzinach wytężonego wysiłku.
Usatysfakcjonowani wracamy do pensjonatu, aby zregenerować siły na następny - ostatni już dzień. 






Rano z niecierpliwością oczekujemy prognoz, a te są dla nas bardzo pomyślne. 
Zmotywowani wyczynem poprzedniego dnia ruszamy zdobywać kolejną górę.
Tym razem naszym celem są masywy skalne - Pielgrzymy oraz Słonecznik.
Idąc tym samym szlakiem obok Świątyni Wang dochodzimy do Polany, aby przejść na żółty szlak
 w kierunku skał. Ścieżka jest dość wąska i stroma, prowadzi nad "wiszącymi" torfowiskami.
Po drodze cudowne widoki oraz naturalne bogactwo Karkonoskiego Parku Narodowego.
W końcu docieramy do Pielgrzymów - są imponujące...










Po krótkiej przerwie szybko nabieramy sił do dalszej drogi.
Przed nami do zdobycia Słonecznik - skała znajdująca się na północnym zboczu Smogorni, a która widoczna jest właściwie w całej Kotlinie Jeleniogórskiej.
Bardzo stromą ścieżką dochodzimy do celu zostawiając za sobą cudowne widoki oraz coraz bardziej oddalające się Pielgrzymy 


















Powrót do pensjonatu jest dla nas pestką - wracamy nie spiesząc się, a przy okazji zapamiętujemy wspaniałe krajobrazy i niespodzianki, które nam się po drodze natrafiają...










Niedaleko Polany schodzimy inną ścieżką w kierunku centrum Karpacza
i wychodzimy obok Wodospadu Dzikiego.
Zakup pamiątek kończy nasz spontaniczny,
 ale też niezwykły i bardzo aktywny weekend w Karpaczu.







Od razu wskakujemy w samochód, bowiem już wiemy,
 że od następnego dnia idzie wielkie załamanie pogody.

Piękne krajobrazy Dolnego Śląska rekompensują zmęczenie 
i powodują budzenie tęsknoty za kolejnym wypadem w te wyjątkowe rejony.

To była nasza pierwsza wizyta w Karkonoszach, ale z całą pewnością stwierdzam, że nie ostatnia!
Mogłabym nawet śmiało rzec, że "zakochałam się w Dolnym Śląsku na zabój"!
Z pewnością tu powrócimy, aby odkryć nowe interesujące miejsca i oczywiście zdobywać nowe szczyty i atrakcje tych wyjątkowych gór... 


Do widzenia, do zobaczenia, do następnego napisania...
Życzę wszystkim tu zaglądającym wyjątkowo udanej, słonecznej i radosnej końcówki wakacji!
Pa, pa, pa...