13 listopada 2017

Filcowanie to świetna zabawa


Witajcie :)))

Przychodzę dzisiaj do Was z propozycją na długie jesienno-zimowe wieczory.
To coś, co nigdy mi się nie znudzi...
Coś, co odkrywam co roku na nowo i za każdym razem fascynuje mnie od początku.
Do tego dochodzi radość tworzenia i ogromna satysfakcja z powstałych efektów.






Jak się domyślacie to - FILCOWANIE, a zwłaszcza robienie ciekawej biżuterii - 
może nie takiej super profesjonalnej, jaką możecie spotkać w galeriach, a jednak własnej, 
wykonanej własnymi rękoma...
Tym bardziej cieszy oko i rozpiera duma, kiedy wychodzi nam coś pięknego,
 wyjątkowego i oryginalnego.

O filcowaniu pisałam dużo Tutaj.
Wtedy pokazałam Wam tajniki tej techniki w skrócie.




Potem przedstawiłam pozycje książkowe dla początkujących i dla tych zaawansowanych. 
Myślę, że warto je zakupić, chociażby ze względu na różne ciekawostki, ale także podstawową wiedzę o filcowaniu. Możecie wrócić do wspomnień Tutaj.





Zaprezentowałam swoją kolekcję czerwonej biżuterii.
Kto chętny odwiedza zakładkę - Tutaj.
Ostatnio powróciłam do tego koloru i wykonałam koleżance właśnie moją ulubiona kolię.






W skrzynce z "filcusiami", bo tak nazywam swoje korale znalazło się trochę koralików.
Właściwie to przeróżne odcienie od zielonych koraliczków, do fioletów, przez niebieskie i brązowe.
Te ostatnie - z jesiennymi barwami zaprezentowałam Tutaj.
Sprawiłam wtedy niespodziankę Joli i myślę, że to był trafiony prezent.





Nigdy nie wiadomo jakie koraliki powstaną, czy zbyt grube, czy za malutkie.
Wszystko zależy od tego, jakie wybierzemy pasma, jak długo będziemy filcować, turlać itd. 
W swojej pracy często liczę te pasma, zapisuję ile wzięłam i dzięki temu mogę dowolnie manipulować grubość samych koralików. 


Oprócz koralików znalazły się też inne propozycje z techniki filcowania:
 broszki, szale, torebki, jajka wielkanocne, a nawet wianek do salonu i naszyjnik z filcu.
Te wszystkie cudeńka znajdują się na stronce "Rękodzieło".
Kto chętny zapraszam do lektury, myślę, że każdy odnajdzie coś dla siebie.




A jeżeli nie masz zacięcia do robótek ręcznych lub po prostu nie masz czasu to zachęcam 
do odwiedzania galerii lub blogów, które trudnią się sprzedażą takich właśnie cudeniek.
Będziesz mogła się pochwalić oryginalną biżuterią, taką której nikt nie znajdzie 
na stoiskach masowej produkcji.





Ale mimo wszystko zachęcam do próbowania własnych sił!
To właśnie jest najfajniejsze w tworzeniu -
efekt końcowy i radość, że potrafimy zrobić właściwie coś z niczego.
A jeżeli ktoś zauważy twój wysiłek i pracę to pochwała jest dodatkową motywacją, aby tworzyć dalej.

Dlatego zachęcam inne osoby do próbowania własnych sił w tym zakresie.
Być może w każdym z Was tkwi ukryty artysta.
Trzeba mu tylko dać się wykazać, a na pewno wszystkich zaskoczycie.
Wierzę w Was!!! 

Pozdrawiam wszystkich cieplutko :)))
Do następnego napisania...

14 października 2017

Jesień zagościła na dobre w ogrodach...





A jesień przyszła niespodziewanie...
Przyozdobiła nasze ogrody przeróżnymi barwami,
zrzuciła liście z drzew i drobne igiełki z sosen...
Powywracała ozdobne trawy, rozsiała ostanie nasiona kwiatów...




 Wreszcie przyszła - barwna, ciepła i niezwykła...
Nasza - polska złota jesień...
Taka, jaką wszyscy uwielbiamy...




 Czekaliśmy na nią dosyć długo...
Ale przyszła i zatańczyła z radością i przytupem...

W życiu też czekamy na ważne chwile, a one nie nadchodzą, i nie nadchodzą...
W końcu poddajemy się tuż na mecie -
 w zasięgu finiszu...
Czy na pewno postępujemy dobrze?




 To moment kiedy poznajemy prawdziwych przyjaciół -
tych, którzy naprawdę wierzą w ciebie i twoje marzenia...
Warto mieć takich przyjaciół wokół siebie.
Często nie zdajemy sobie sprawy z tego ile dobrych i życzliwych ludzi mamy wokół siebie...
Doceniamy ich wtedy, kiedy jest za późno lub wcale...




Z jesienią jest tak samo, jak z naszym życiem - 
kiedy wokół pusto i szaro - robi się smutno i nieprzyjemnie...
Warto jednak pozostać przy pozytywach tego, co wokół się dzieje,
a wokół nadal jeszcze roztańczona i roześmiana panna jesienna...




Pozwól jej poszaleć w twoim świecie...
Niech rozpromieni każdy kąt
 i rozgrzeje nawet najbardziej zatwardziałe serca...




Nie pozwól zagościć smutkowi w twojej przestrzeni...
Kiedy się poddasz - przegrasz w walce życia...
Na dobre pochłonie cię bylejakość i nicość...
Walcz do końca i bądź sobą - chociażby wszyscy wytykali cię palcami.
Walcz o swoje marzenia...




Jesień także je ma -
chce być zapamiętana i wyjątkowa, jak nigdy dotąd...
I pomimo tego, że wraca co roku o tej samej porze - 
za każdym razem stara się być niepowtarzalna...




Czy doceniamy jej piękno i unikatowość?
To bardzo trudne - nie wszyscy to widzą...
W zasadzie widzimy tylko to, co chcemy widzieć,
a nie dostrzegamy głębszych wartości...
To smutne, że widzimy je wtedy, kiedy jest za późno...




Pielęgnujmy zatem to, co wyjątkowe w każdym z nas.
Nie starajmy się na siłę upodabniać do innych.
To, co jest właśnie cudowne w człowieku to odrębność i unikatowość -
tak samo, jak w gatunkach różnych roślin.




Taki trochę nostalgiczny i pouczający post się zrobił...
Może nic nowego nie wymyśliłam, ale na pewno starałam się odreagować wydarzenia ostatnich dni...
Wiem, że mam duże wsparcie wokół i bardzo, a to bardzo dobrych ludzi wokół siebie. 
Cieszę się, że spotkałam ich w swoim życiu...




Na te najbliższe, cudowne jesienne dni 
życzę wam dużo życiowego szczęścia i radości.
Niech piękna jesień rozpieszcza wasze umysły i serca,
 niech przyniesie wam chwile relaksu i refleksji...






I jeszcze jedno - dziękuje, że jesteście!

Pa, pa, pa kochani...
Do zobaczenia :)))




***



16 września 2017

Oddech zbliżającej się jesieni...


Witajcie kochani :)))

Lato powoli dobiega końca, ale przed nami czas cudownej złotej polskiej jesieni...
I choć aura za oknem raczej niezbyt sprzyjająca,
to fajnie tak sobie posiedzieć pod ciepłym kocykiem, popijając gorącą aromatyczną herbatkę...

To był pracowity rok dla mnie...
W ogrodzie działo się bardzo wiele, aż tak wiele, że nie zdążyłam wam wszystkiego pokazać...
No cóż, praca ogrodnika z pasją wcale nie jest taka łatwa...
ale przynosi za to spełnienie i wiele radości.
Człowiek otoczony zielenią czuje się zregenerowany i wypoczęty. 
To - jak pisałam wcześniej - cudowne antidotum na wszelkie smuteczki i rozterki...




Miałam wiele planów na lato, niektóre z nich zrealizowałam, inne zaś zostały przesunięte w czasie
 na kolejny rok, jeszcze inne przegrały w gonitwie życia i natłoku obowiązków...
Najważniejsze, że nadrobiłam straty w kontaktach z ludźmi i powoli, powoli je odnowiłam...




Niestety brakło mi czasu na powrót to sfery blogowej, nad czym bardzo ubolewam...
Myślę, że długie jesienne wieczory będą sprzyjały odnowie znajomości.
Tymczasem wracam do ogrodu, bo tam kilka nowych kącików - 
trzeba powoli odmładzać stary już - ponad 20-letni ogród...




 W ramach wakacyjno-letnich porządków powstał kolejny płotek,
 który uratował stare drewniane kijki oraz dzbanuszki przed wyrzuceniem. 
To przykład na to, że zanim wyrzucisz rzeczy na śmietnik -
 zastanów się, 
czy nie warto ich gdzieś wykorzystać...
Poza tym pamiętaj, że to,
 co dla jednych jest śmieciem - dla innych może być skarbem -
 o czym przekonałam się robiąc właśnie minimalistyczne piwniczne porządki...





Dojrzałe dynie znalazły swoje stałe miejsce na schodach z podkładów kolejowych.
Wszędobylski bluszcz panoszy się w tym kąciku bez opamiętania...





Pod kapliczką nieustannie kwitną kwiaty w donicach.
To miejsce dla nas szczególne i wyjątkowe...
Miejsce zadumy, chwili odpoczynku i refleksji...






 Również w nocy warto się tu zatrzymać na dłużej.
W tym roku podświetliliśmy część ogrodu, aby podkreślić wyjątkowe miejsca w ogrodzie...












Kominek ogrodowy jest prawie gotowy - 
zamykają go ciężkie metalowe drzwiczki i mała furteczka na spodzie.
Przed kominkiem powstała ścieżka z kostki naturalnej i betonowej oraz ścieżka prowadząca do grillo-wędzarni, a wszystko dzięki pracy naszych rąk...






Ogródek wiejski zyskał nowe odmiany kwiatów, którym nie powinno zaszkodzić suche stanowisko.
 To rudbekie, a inaczej jeżówki purpurowe - rośliny wyjątkowo odporne.
Ich atutem są duże główki - czuprynki, które przez długi czas utrzymują swoje kolory i świeżość kwiatostanów.





 

W kąciku wrzosowym trzeba było uzupełnić puste miejsca.
Dzięki temu pojawiły się nowe, ale raczej te sprawdzone odmiany wrzosów.
Mam nadzieję, że przetrwają zimę...






Końcówka lata to też czas na przycinanie drzewek.
W tym roku było ich dosyć sporo do modelowania, ale dzięki temu ogród zyskał dodatkową przestrzeń.








Najmniej wysiłku i pracy wymagają malutkie roślinki, które są moimi ulubionymi - to rojniki.
Porastają właściwie wszystkie zakątki ogrodu, 
przeróżne szczelinki, stare buty, zakamarki, korzenie i dzbany...
Jeżeli zakwitną to umierają - wtedy wyciągam taki suchy badyl z całej rośliny aby zrobić miejsce nowemu - "młodemu pokoleniu rojniczków"...




W ogrodzie jest dużo naturalnego drewna, a deszcze sprzyjają rozpadowi jego naturalnego piękna. 
Dlatego uwieczniam na fotografiach różne stare pnie, które w tej chwili cieszą oko,
 ale za rok, czy dwa ulegną naturalnemu rozkładowi...





Mogłabym tak pisać i pisać o moim ogrodzie, ale nie wiem czy was nie zanudzam...
Dlatego na koniec małe westchnienie do nadchodzącej jesieni:

"Mam nadzieję, że przyjdziesz niebawem -
 piękna, kolorowa i cudowna  -
bo już za tobą tęsknię i to bardzo..."






Żegnam was pozytywną energią i życzę wspaniałych, kolorowych i ciepłych dni.
Mam nadzieję, że spotkamy się na odsłonie jesiennego już ogrodu...
Pa, pa, pa...
Do następnego napisania :)))

31 sierpnia 2017

Prośba o głosy w konkursie fotograficznym


Witajcie :)))

Mam ogromną prośbę do odwiedzających bloga, aby wsparli naszą fotoksiążkę z wakacji.
Nasza konkurencja jest bardzo silna, mimo tego nie poddajemy się i liczymy na ludzką życzliwość. 
Być może kogoś zainteresuje ten kierunek wakacji,
 a może po prostu odwiedzicie wraz z nami ten zakątek świata...


Album zobaczysz   Tutaj





Choć Sri Lanki nie pokonamy
o Wasze głosy wciąż prosimy...
Konkurs trwa jeszcze tylko dwa dni,
ale być może to wystarczy...
Żeby spełnić nasze marzenia -
prosimy o głosy do ich spełnienia...

Cieplutko wszystkich pozdrawiam :)))
Pa, pa, pa :)))

15 sierpnia 2017

Nowa odsłona kapliczki w ogrodzie


Witajcie :)))

Dzisiaj wpadam szybciutko z nową odsłoną naszej kapliczki.
Nie bez powodu robię to właśnie teraz, bo dzisiaj ważne święto w kościele katolickim -
Matki Bożej Zielnej.




Początki naszego ważnego miejsca w ogrodzie opisywałam w poście TUTAJ (kto chętny może poczytać). Od tego czasu trochę się zmieniło, ale najważniejsze jest wnętrze, które wypełnia magia drewnianej figurki Matki Boskiej z dzieciątkiem...




Tak... wiem, że się dziwicie ponieważ marzyłam o wykutej w kamieniu figurce,
 natomiast ta w środku jest z drewna. A skąd ten pomysł?
Pewnej niedzieli odwiedziliśmy tradycyjnie Wodzisławski Targ Staroci i okazało się, że wśród różnych rupieci stała sobie samotna i nikomu niepotrzebna drewniana figurka... 

Przywędrowała do Polski prosto z Niemiec porzucona po remoncie domu.
Widać, że nie było jej dane całkowite zniszczenie...  Zauroczyła nas od pierwszego wejrzenia...




Kiedy zobaczyłam ją pierwszy raz - zapomniałam zupełnie, że marzyła mi się zupełnie inna figura...
Tą skojarzyłam z naszą drewnianą kapliczką i jej naturalnym wyglądem -
 dlatego tak bardzo mi się spodobała.




Dziś zdobi wnętrze naszej ogrodowej świątyni i przyciąga wzrok odwiedzanych nasz ogród gości...
Nie każdy potrafi docenić jej piękno, ale dla nas - gospodarzy jest wyjątkowa...




Pod kapliczką ciągle coś kwitnie od wczesnowiosennych kwiatów, po późnoletnie.
Ostatnio natrafiliśmy na niespodziankę, bo pod kapliczką w środku lata zakwitły pierwiosnki...
To coś niesamowitego dla nas... Kto uważny - dostrzeże je na zdjęciach...


Na dziś to wszystko...
Uciekam i obiecuję nadrobić zaległości blogowe...
Życzę wszystkim pięknego i udanego wypoczynku :)))

6 sierpnia 2017

Wizyta w Funchal i wschodnie wybrzeże Madery


Witajcie :)))

Porywam Was dzisiaj na wycieczkę wokół wschodniego wybrzeża Madery.
Chętnie opowiem o miejscach, które zauroczyły nas swoimi krajobrazami
 i typowym dla wyspy - leniwym klimatem... Wrócimy północno-wschodnimi drogami,
a rozpoczynamy od stolicy Madery - miasta Funchal.




Być na Maderze i nie odwiedzić stolicy to... jak być w Egipcie i nie zobaczyć piramid... 
Dlatego pierwszy cel podróży i kierunek na mapie to dojazd do Funchal.

Z Ponta Delgada kierujemy się na Sao Vicente, a potem na południe -
 w ten sposób "przecinamy całą wyspę na pół".
Przed nami najdłuższy do pokonania tunel... Po wyjeździe z niego pogoda jest zupełnie inna - 
na niebie pojedyncze chmurki, a słonko grzeje coraz mocniej...





Droga okazuje się prosta, a wiedzie przez Encumeadę,
 czyli najpiękniejszą drogę przez góry i wysokie wzgórza - 
całe porośnięte drzewami i inną specyficzną dla wyspy roślinnością.





  Zbliżamy się do południa wyspy i cały czas kierujemy na Funchal.
Naszym celem jest stolica, więc przy drugim zjeździe z autostrady udaje nam się wjechać na samo nabrzeże oraz prosto pod kolejkę linową i parking. Zresztą chyba wszystkie zjazdy kierują się 
w stronę oceanu, zatem każdy trafi do nabrzeża.
 




  Będąc w stolicy nie można pominąć tego miejsca...
Kolejka usytuowana jest ponad miastem, a jej punkt docelowy to wzgórze Monte
 wraz z przepięknymi ogrodami i bujną roślinnością.
Pod sobą widzisz autostradę, plantacje bananowców, przeróżne domki i drogi, dróżki oraz ścieżki prowadzące do prywatnych posesji. Widoki są naprawdę cudne...









 Na wzgórzu widoki są najpiękniejsze -
panorama całego miasta leży u twoich stóp, 
a ty delektujesz się każdym zakamarkiem otaczającej cię przestrzeni...





 
Od razu rzucają ci się w oczy rośliny, jak z czasów prehistorycznych -
 ogromne drzewo - paprocie i potężne agapanty. 
Chodzisz wśród tej zieleni, jak błędna owca i nie wiesz co dalej...
A dalej możesz odwiedzić ogrody, które znajdują się na samym wzgórzu
 lub pojechać następną kolejką w inny rejon do następnych ogrodów...












Kolejnym punktem, który koniecznie trzeba zaliczyć na Maderze jest zjazd wiklinowymi saniami prowadzonymi przez doświadczonych Maderyjczyków. Właśnie tymi saniami pokonasz drogę
 ze wzgórza Monte w kierunku centrum stolicy. Dodam tylko, że to niesamowita frajda i przeżycie, kiedy jedziesz saniami krętymi i stromymi uliczkami z niebanalną szybkością... Momentami myślałam, że rozbijemy się o budynki lub wjedziemy pod samochód -
 na szczęście dojechaliśmy bez problemu do celu...





Spacerek uliczkami, obok słynnego targowiska i nabrzeża portowego kończy wizytę w stolicy Madery. Ciągnie nas do kolejnych atrakcji, a zwłaszcza do odwiedzenia wschodniego wybrzeża wyspy.




Zatem ruszamy...
Kolejny punkt na mapie to przejazd pod lotniskiem w Santa Cruz.
Tak... dosłownie tak jest, bo lotnisko znajduje się na grubych betonowych palach tuż przy samym nabrzeżu, a pod nim biegnie droga...









Niestety przegapiliśmy po drodze Machico - 
miasto słynące z piaszczystej plaży usypanej z piasku Sahary.
Na pewno miejsce doskonałe dla rodzin z dziećmi, dla których zabawy w piasku są największą frajdą.



Zdjęcie pochodzi z internetu


Zdjęcie pochodzi z internetu



 Jadąc wschodnim wybrzeżem natrafiamy na wyjątkowe miejsca, 
w których oczywiście się zatrzymujemy. Być może już nigdy nie powrócimy w te strony,
 chociaż kto wie...




 
Kierując się powolutku na północ docieramy do Santany.
Jadąc główną ulicą natrafiliśmy na odrestaurowane trójkątne domki pierwszych Maderyjczyków. 
To wielka ciekawostka dla turystów. Właściciele niektórych domków zapraszają do środka - częstują ciasteczkami i napojami, robią zdjęcia. Bardzo się cieszą, że odwiedzasz ich siedzibę...







 Jadąc w kierunku Ponta Delgada natrafiasz na nieziemskie widoki. 
Napotkani po drodze Maderyjczycy częstują cię przeróżnymi dziwnymi owocami
 nie będąc nachalnymi przy zakupie... Dziwi to bardzo, ale tak jest naprawdę...







Dalsza droga wymaga od kierowcy nieco umiejętności...
To już nie autostrada, a raczej kręte dróżki niejednokrotnie prowadzące wysoko w górach - 
zatem i serpentyny i trudne podjazdy...
Docierając do Ponta Delgada dochodzisz do wniosku, że jesteś w cudownym miejscu - 
trochę kapryśnym, ale mimo wszystko cudownym...






Na dziś to wszystko...
Jeżeli Was zaciekawiłam, zapraszam na kolejny post -
zachodnie wybrzeże Madery.

Pa, pa, pa...
 do zobaczenia następnym razem :)))

Życzę wszystkim wymarzonych i udanych wakacji!!!