29 lipca 2016

W poszukiwaniu greckich klimatów




O tym, że podróże kształcą nie muszę chyba nikomu udowadniać...
A ponieważ wypoczynek zawsze łączymy z odkrywaniem tego co nowe, ciekawe i inne
 to również w tym roku wakacyjna podróż jak najbardziej zaspokoiła naszą ogromną potrzebę poznawczą i odkrywczą.



Grecja urzekła nas swą urodą dwukrotnie - za każdym razem zupełnie inaczej:
 kontynentalna wg nas bardzo różni się od tej wyspiarskiej. 
Bogatsze wrażenia wizualne spowodowały, że znowu padło na wyspę, 
a głównymi priorytetami wyjazdu były:
  • cieplutkie morze
  • piaszczyste plaże bez natłoku turystów
  • zapewniona w 100% pogoda
  • niesamowite widoki
  •  
     





Oczywiście nie byłabym sobą gdybym skupiła się tylko na samym plażowym leniuchowaniu -
 to na dłuższą metę jest dla mnie strasznie nudne...
Zatem główny cel wyjazdu - "tropienie greckich klimatów".








Po oswojeniu się z hotelowymi zwyczajami i zapoznaniu z jego zakamarkami 
przyszła pora na sesję zdjęciową całego otoczenia,  w którym wypoczywaliśmy.
Celowo przeze mnie wybrane - 
usytuowane w bajecznie pięknym ogrodzie, co miało choć trochę uspokoić tęsknoty 
za roślinkami i własnym skrawkiem zieleni...
Czułam się tu jak ryba w wodzie patrząc na te wszystkie cuda natury...







Jednak sam hotel nie pokaże Ci prawdziwego greckiego klimatu, 
chociaż wszyscy starali się jak mogli, żeby gość czuł się jak najlepiej.
Warto wyjść poza jego bramę i poczuć właściwy - naturalny klimat miejsca, 
w którym się wypoczywa.







Na pewno jesteście ciekawi jakie miejsce wybrałam...
To Kos - malutka wyspa leżąca u wybrzeży tureckich licząca w szerokości zaledwie 50 km.
Dzięki temu można ją zwiedzić na własną rękę - wtedy nie musisz się podporządkowywać zbiorowym gwizdkom, a  wyjątkowe widoki możesz podziwiać do woli
Plusem takiego zwiedzania jest także to, że zatrzymujesz się gdzie chcesz i nikt Ci niczego nie zabrania, a w zamian masz pełną swobodę i dowolność.
Jeżeli boisz się samodzielnych wypraw pomoże Ci znany wszystkim pan Robert, który organizuje kameralne wycieczki po Kosie, ale tym musisz się zainteresować już w Polsce, bo na wyspie może braknąć miejsca w grafiku wypraw. 







To co nas zaskoczyło to różnorodność wyspy -
od piaszczystych plaż po kamieniste klifowe wybrzeża z ubogą roślinnością.
Wzgórza często porastają różne zioła, a wśród nich najczęściej spotykany to tymianek, któremu panujący tu klimat sprzyja rozwojowi i umożliwia rozprzestrzenianie intensywnego zapachu wokół.






















Wybrałam najciekawsze moim zdaniem miejsca wyspy, a jednym z nich jest Andimachia.
W rejonie tej niewielkiej wsi można zobaczyć wiele malowniczych wiatraków, a także uprawy melonów i arbuzów. Dobrze rozwinięta jest tutaj hodowla zwierząt.
Na uwagę zasługują stare kościoły oraz zamek wenecki, wzniesiony na ruinach starszej budowli.
Nieopodal tej miejscowości znajduje się lotnisko wyspy. 



















Jadąc w kierunku Kefalos zauroczyły mnie widoki w okolicach Agios Stefanos
wyspy św. Stefana.
W tym miejscu znajdują się ponoć najpiękniejsze piaszczyste plaże na wyspie.
Przydrożny kościółek zachęcił nas do małej przerwy przed wjazdem na wzgórze 
z wsią najdalej oddaloną od stolicy wyspy.

 









W Kefalos zachwyciłam się uliczkami i budynkami w stylu typowo greckim, tawernami 
oraz malutkimi sklepikami z miejscowym rękodziełem.
Spodobało mi się to, że nawet nowoczesne domy są dopasowane do architektury pozostałych budynków i nie odstają w jakiś sposób od reszty.
Bardzo lubię podpatrywać obejścia domostw, a później ewentualne pomysły realizować u siebie. 

To właśnie w Kefalos znajdowała się w starożytności stolica wyspy,
 która niestety została zniszczona przez trzęsienia ziemi.
Na uwagę niewątpliwie zasługuje bazylika oraz jaskinie będące najstarszym śladem bytności człowieka na wyspie. 
 






              





  


Wracając w kierunku Agios Stefanos droga prowadzi do malowniczego Kamari,
 pełnego kutrów rybackich i łódeczek.
Cała zatoczka zaimponowała nam lazurem krystalicznie czystej wody 
oraz spokojnym, właściwie "stojącym" morzem.
Wybrzeże morskie pomiędzy Agios Stefanos i Kamari należy dziś do jednych z najładniejszych części nadmorskich wyspy.
 






Będąc na wyspie nie można pominąć Asklepionu -
 tutaj dokonywano pierwszych eksperymentów medycznych.
Tu powstały słynne słowa przysięgi Hipokratesa - ojca medycyny,
 który założył na wyspie pierwszą szkołę medyczną.
Ze wzgórza, na którym usytuowany był szpital rozpościera się piękny widok na równinę Kos,
 jak również widoczne stąd wybrzeża Azji Mniejszej.

















Samo miasto Kos jest portem, z którego wypływają stateczki na sąsiednie wyspy.
Znajduje się w nim mnóstwo interesujących pod względem historycznym miejsc do zwiedzania, a pamiątki z przeszłości można dotknąć na każdym kroku bowiem niektóre leżą sobie ot tak - w trawie,
ale to już sami odkryjecie podczas własnych podróży...











Korzystając z tej możliwości połączyliśmy egejski rejs 
z poznaniem właśnie tych sąsiednich wysepek.
Jedną z nich była niewielka wysepka - Pserimos z cudowną lazurową zatoczką.
Tutaj dopiero odkryłam to, czego nie znalazłam w dwóch poprzednich wyjazdach.
A zatem białe domki z charakterystycznymi niebieskimi okiennicami - były po prostu wyjątkowe...

















Wysepka jest niezwykle uboga w roślinność - właściwie charakteryzują ją suche skały 
odbijające się w lazurowej wodzie, ale to być może urok tego miejsca...











Kolejny cel rejsu to - Kalymnos, królestwo gąbek morskich - bardzo kolorowa wyspa
 z różnorodnymi domkami, ale oddającymi klimat tego niezwykłego miejsca.  
Właściciele licznych kafejek znajdujących się u wybrzeży wyspy zapraszają nowych przybyszy 
do skorzystania z ich menu. Ale powiem, że warto się pokusić: to tutaj poczułam prawdziwy smak kawy frappe, a napoje z mrożonego kufla smakowały jak nigdzie dotąd...













Kolejnym ulubionym zajęciem na takich wyjazdach jest podpatrywanie miejscowych.
Czasami udaje się zrobić zdjęcie, czasami nie wypada, a czasami w ułamkach sekund mijają bezpowrotnie cudowne momenty...







Wracając z rejsu koniecznie należy zażyć kąpieli morskiej na małej wysepce Plati
 która zalicza się także do tych spośród 2500 wszystkich greckich wysp.
















Pisząc o wyspie Kos nie mogłam pominąć miejscowości położonej wysoko w górach,
 z której można podziwiać imponujący zachód słońca.
To Zia - miasteczko pełne barwnych straganów z przeróżnymi miejscowymi wyrobami
a głównie miodem tymiankowym bez którego nie przyjeżdża się z wyspy Kos.



To również miejsce uroczych kafejek i tawern, skąd można rozkoszować się cudnymi widokami
 na daleką przestrzeń w kierunku morza i sąsiednich wysp.














W czasie naszego pobytu na wyspie zaobserwowałam różne ciekawe rośliny,
 obok których nie mogłam przejść obojętnie...
Porastały skaliste wzgórza lub suche piaszczyste wydmy.
 Niektóre zadziwiły mnie swoimi kształtami i kolorami.





Cały pobyt na wyspie Kos był wspaniałym przeżyciem dla nas
 oraz spotkaniem z ciekawymi ludźmi, których tam poznaliśmy.
Mam nadzieję, że kiedyś tu powrócimy i dokładniej zapoznamy się z zakamarkami stolicy wyspy, 
a także odnajdziemy gorące źródła w okolicach Agios Fokas, do których nie zdążyliśmy trafić...







Mam nadzieję, że  moim postem zachęciłam Was do samodzielnego odkrywania greckich klimatów,
 a być może umożliwiłam zwiedzanie miejsc, do których z powodu niezależnych od Was przyczyn nigdy nie będziecie w stanie odwiedzić....








Do zobaczenia, do następnego napisania....
Pozdrawiam Was cieplutko życząc udanego wypoczynku gdziekolwiek wypoczywacie :) 


P. S. Post dedykuję Krystynie i Waldkowi  - cudownym ludziom, których poznaliśmy na wakacjach,
 i z którymi wzięliśmy udział we wspaniałej wyprawie po wyspie Kos.